News Ticker

Urodziny w rytmie rocka

Relacja pisemna: Symphonica w 9 urodziny Manufaktury

“Zapraszamy w podróż po niezwykłym świecie artystycznych doznań. Świecie, w którym potęga brzmienia elektrycznych gitar współgra z subtelnym i pełnym klasy śpiewem operowym, a wszystko wypełnia brzmienie orkiestry symfonicznej.”

W ten właśnie sposób na 9. urodzin Manufaktury zapraszał zespół Symphonica, który łączy muzykę symfoniczną oraz klasyczny rock i metal. Muzykom filharmonii towarzyszyli na scenie, znani z telewizyjnego show „Voice of Poland” Damian Ukeje, Monika Pilarczyk oraz Dorota Lembicz. Nietypową mieszankę uzupełnili aktor i wokalista Karol Śmiałek, sopranistka Sylwia Lorens oraz tancerka Agata Glenc. Łodzianie mieli okazję wysłuchać takich hitów jak „Nothing else matters” i „Enter Sandman” (Metallica), „Smells like teen spirit” (Nirvana), „Black hole sun” (Soundgarden) czy „Smoke on the water” (Deep Purple). Dodatkowo na urodzinowej scenie wybrzmiały piosenki Guns N’ Roses, Faith no more, Europe oraz operowo-rockowe wykonanie „Upiora w operze” w aranżacji Nightwish. Dyrygentem i pomysłodawcą całego zamieszania był Mikołaj Blajda, który przykuwał uwagę nie tylko eleganckim frakiem, ale i efektownym „tatuażem” wymalowanym na tyle głowy.

Licznie zgromadzona widownia nie miała prawa narzekać gdyż wokaliści szanując oryginalne wykonania nie mieszali w aranżacjach, jednocześnie odnajdując siebie w prezentowanych utworach. Według wielu słuchaczy największą perłą była Sylwia Lorens, która wspomnianym już „Upiorem w operze” zaczarowała publikę. Na słowa uznania zasługuje również głos Damiana Ukeje, który barwą bardzo przypominał oryginalne wykonanie Marco Hietala. Pozostali wykonawcy również dali z siebie wszystko. Występy Moniki Pilarczyk, Doroty Lembicz oraz Karola Śmiałka były niezwykle energetyczne i pełne ekspresji.

Najsłabszym punktem wydarzenia okazało się nagłośnienie, solówka na basie oraz niestety publiczność… ale po kolei. Niestety problem z nagłośnieniem dotyczył wokalu. Praktycznie każdy z artystów miał wyciszony mikrofon przez co początek wielu utworów znikał wśród dźwięków muzyki. Było to szczególnie irytujące w momencie, gdy mocne uderzenie orkiestry nie szło w parze z równie silnym wejściem wokalu. Kolejną sprawą wartą poruszenia jest solówka na basie, którą mówiąc krótko ciężko jest usytuować w gronie legendarnych. Pamiętając o tym, że ten rodzaj indywidualnego grania jest specyficzny, trudno było oprzeć się wrażeniu, że muzyk postawił na improwizację. Jako ostatni zarzut należy wskazać publiczność, która niestety (jak to bywa w przypadku koncertów w centrach handlowych) pochodziła z przypadku. Artyści robili wszystko co mogli, aby rozruszać tłum jednak starsza część widowni okazała się dość oporna.

Koncert niewątpliwie był niesłychaną gratką dla wszystkich fanów muzyki, jednak umiejscowienie go w świątyni konsumpcjonizmu zabiło ducha całego przedsięwzięcia. Miejsce tego typu wydarzeń jest w halach koncertowych, w których widownia może chłonąć dźwięki skrzypiec przemieszane z ostrą gitarową solówką. Najlepszym tego przykładem jest zyskujący coraz więcej fanów cykl koncertów Night of the Proms.

Damian Kramczyk

Następny post

Komentarze

komentarze