News Ticker

Slipknot i Godsmack na Impact Festiwal w Łodzi

Relacja pisemna

fot. Kobaru, źródło: www.antyradio.pl

Podróżujący od początku czerwca po największych festiwalach Europy, Amerykański zespół Slipknot, nie omieszkał zahaczyć o Łódź, gdzie podobnie jak rok temu odbył się Impact festiwal, jeden z największych festiwali w Polsce.

9 czerwca 2015 Impact festiwal, miał swoją IV edycję, na której obok wspomnianego głównego gościa, zagrało wiele gwiazd rockowej sceny muzycznej, w tym takie zespoły jak Godsmack – grający po raz pierwszy w naszym kraju, Gojira – francuski zespół, bardzo popularny wśród polskich fanów oraz Hollywood Undead, również mający swój polski debiut. Festiwal został podzielony na dwie sceny. Główna znajdowała się w Atlas Arenie, a scena ticketmaster na terenie przed halą, gdzie już od godziny 14:45 można było usłyszeć muzykę. Na jej deskach zagrali kolejno: ThermiT, Lion Shepherd, ONE oraz Hollywood Undead. Ale to na koncerty wewnątrz Atlas Areny fani ciężkich brzmień czekali najbardziej.

Jako pierwszy na głównej scenie zagrał zespół Gojira, który już od pierwszych utworów nakłonił fanów do skakania i pogowania. Francuzi zagrali jedenaście utworów, w tym: The Heaviest Matter of the Universe, Vacuity czy L’Enfant Sauvage. Polska publika przez cały koncert świetnie się bawiła razem z zespołem. Miłym akcentem na zakończenie występu było wrzucenie przez fanów polskiej flagi na scenę, którą później okrył się perkusista Gojiry. Gdy zespół skończył grać zasłoniono scenę, gdzie poza wzrokiem zgromadzonych w Atlas Arenie ludzi, zaczęto przygotowywać scenerię dla najbardziej wyczekiwanej gwiazdy festiwalu – Slipknota.

O 21.30 zgasły światła, scena została odsłonięta i w pełnej krasie publika mogła podziwiać ekipę z Iowy. Zaczęto mocno od utworu „Sarcastrophe”, z najnowszego albumu grupy „5: The Grey Chapter” wydanego w październiku 2014 r. Następnie zagrano „The Heretic Anthem”, który był jedynym przedstawicielem drugiego albumu zespołu – „Iowa” (2001). Podobnie było z „Psychosocial”, który był jedynym zagranym utworem z czwartego studyjnego krążka – „All hope is gone” (2008). Później utworami „Devil in I” i „AOV” powrócono do promowania najnowszego dzieła grupy, aby następnie zwolnić tempa przy „Vermilionie” z „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” (2004).

Potem przyszedł czas na „Wait and Bleed” z debiutanckiej płyty „Slipknot” (1999) a dalej na „Killpop” – najnowszy singiel grupy. W dalszym ciągu można było usłyszeć dwa utwory z „Vol. 3”: „Before I Forget” i „Duality” oraz dwa utwory z pierwszej płyty „Eyeless” i „Spit it Out”, przy którym cała zgromadzona publiczność ukucnęła, jak to w zwyczaju tej piosenki. Polscy fani uczynili to zanim wokalista, Corey Taylor, ich o to poprosił i jeżeli wierzyć słowom lidera grupy Slipknot, stało się tak po raz pierwszy w ich karierze. Już po chwili, na słowa: „jump the fuck up” wszyscy zaczęli skakać i pozostało tak aż do samego końca przez „Custer”, „(sic)” na „Surfacing” kończąc. Dla wielu zgromadzonych był to koncert wyjątkowy. Zespół, dzięki świetnym wykonaniom live, cieszył nie tylko uszy, ale i oczy. Wspaniale wyglądająca scena, z ogromnym kozim łbem na środku, efekty pirotechniczne w postaci buchającego ognia czy dwa zestawy perkusyjne kręcące się i unoszące nad sceną były powodami do zachwytu. Sam koncert, jego oprawa, jaki i emocje panujące wewnątrz Atlas Areny sprawiły, iż było to niezapomniane wydarzenie. Docenili to sami członkowie zespołu. Z ust zamaskowanego Corey’a wiele razy padały słowa uznania dla polskich fanów. Z całą pewnością była chemia między zespołem a publicznością. Po koncercie, wśród fanów można było usłyszeć stwierdzenia, że był to najlepszy koncert Slipknota na jakim byli, a byli na kilku, nie tylko w Polsce. Przypomnę , że był to już szósty występ Amerykanów w naszym kraju.

Po zakończonym koncercie, duża część publiki opuściła Atlas Arenę i pomimo chłodnego, deszczowego wieczoru, udała się jeszcze raz pod scenę ticketmaster, gdzie do występu szykowała się amerykańska grupa Godsmack. Godzinny koncert kapeli z Bostonu rozpoczął się o 23:30. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla fanów, którzy właśnie na ten koncert czekali najbardziej. A ponieważ był to debiut Godsmacka na polskiej ziemi, było to coś czego nie można było przegapić. Koncert zaczęto utworem „Straight Out of Line” z albumu “Faceless” (2003). Później zagrano hit “Awake” z płyty pod tym samym tytułem z 2000 r. Dalej nastał moment na „1000hp” z najnowszego wydawnictwa grupy z 2014 r. również pod tym samym tytułem. Następnie zagrano „Cryin’ Like a Bitch” z „The Oracle” (2010), „Something Different” z najnowszej płyty, „Keep Away” oraz “Voodoo”, które pochodzą z debiutanckiej płyty „All Wound Up” (1997). Sully Erna, lider zespołu, oprócz charakterystycznego wokalu i bardzo dobrej gry na gitarze pochwalił się także wspaniałą grą na perkusji przy utworze „Batalla de los Tambores”. Jak sama nazwa wskazuje, był to pojedynek między nim, a perkusistą zespołu. Każdy z nich pojedynkował się na własnej perkusji. Po ok. 7 minutach mocnej gry na bębnach Sully powrócił do śpiewania w piosence „Whatever” również z pierwszej płyty. Na zakończenie tego niestety krótkiego, ale bardzo udanego koncertu zagrano hit „I Stand Alone” z „Faceless”. Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że obiecano polskim fanom, iż trafią do najnowszego filmu o zespole Godsmack, który właśnie jest kręcony.

Koncert Godsmacka zakończył tegoroczną edycję Impact festiwalu. I mimo nienajlepszej pogody, była to naprawdę udana impreza, na której żadna z gwiazd nie zawiodła, a ludzie świetnie się bawili i z pewnością będą to wspominać przez lata.

Kamil Leszner

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze