News Ticker

Lata 60/70 to idealny balans między łagodnym, a ostrym brzmieniem w muzyce rockowej

Artykuły tematyczne

David Crosby, Neil Young - 1971

Każdy z nas ma swój ulubiony gatunek muzyczny, jedni lubią blues drudzy metal trzeci coś pomiędzy. Przełom lat 60 i 70 to okres, który jest dla mnie właśnie czymś „pomiędzy”, czymś co spokojnie mógłbym nazwać złotym środkiem w muzyce rockowej na świecie.

Początek rocka datuje się na 28 stycznia 1956r, kiedy to Elvis Presley wystąpił po raz pierwszy w amerykańskiej telewizji podczas Jackie Gleason Stage Show – to właśnie ten moment uznawany jest za początek muzyki rockowej. Cytując Johna Lennona „Przed Elvisem nie było niczego”, tym zdaniem lider zespołu The Beatles trafnie określił dekadę lat 50. Stwierdzenie to nie oznacza jednak, że przed Elvisem Presleyem nie istniała żadna rozrywkowa muzyka. Po prostu w latach 50 -tych ubiegłego wieku, kiedy Elvis Presley zaczynał swoją karierę muzyczną, rozpoczęła się nowa era muzyki młodego pokolenia. Była to muzyka z pogranicza rhytm and bluesa, country oraz popu – łagodne i przyjemne granie, które niczym nie przypominało „rasowego łojenia” z końcówki lat 60 i pierwszej połowy lat 70.

fot. Getty Images – Elvis Presley

We wczesnych latach 60 muzyka rhytm and bluesowa powoli zaczynała nudzić młode pokolenie. Ludzie potrzebowali czegoś mocniejszego. Wtedy pojawili się The Beatles – słynna czwórka z Liverpoolu, która zapoczątkowała nowe myślenie w graniu rocka na świecie. Beatlesi mieszali bluesa z rock n’ rollem, ich utwory były bardziej zadziorne niż u Presleya, grali zdecydowanie głośniej i nieco agresywniej, to właśnie dlatego młodzi ludzie byli nimi tak zafascynowani. W tym samym czasie działali również The Rolling Stones trochę później pojawili się The Animals, The Yardbirds, The Who, Bob Dylan, Jimi Hendrix, Cream i tak w końcu dochodzimy do przełomu lat 60/70, w którym to narodził się klasyczny hard rock – gatunek, który idealnie balansuje pomiędzy łagodnym rock n’ rollem, a mocnym heavy graniem, które zaczęło pojawiać się już w końcówce lat 70 i stopniowo ewoluowało do coraz cięższych form.

The Beatles

The Beatles

Rzecz jasna, nie jestem przeciwnikiem łagodnego stylu z lat 50 i wczesnych 60, nie neguje też ciężkiego brzmienia, chcę jedynie zwrócić uwagę na okres przełomu lat 60/70, w którym powstała ta niesamowita równowaga.

W roku 1968 narodziły się trzy kapele, które na zawsze zdefiniowały hard rock jako gatunek muzyczny. Były to: Led Zeppelin, Deep Purple i Black Sabbath. Każdy zespół wypracował swój własny styl i choć całkowicie się od siebie różnią łączy ich jedna wspólna cecha, znakomicie balansują między lekkimi, a mocnymi dźwiękami.  Sabbaci prezentowali cięższe granie oparte na gitarowych motywach, które w późniejszych latach zapoczątkowały erę stoner metalu. Grali dość mocno, ale całość nie odstrasza swoją ciężkością. W muzyce kwartetu z Birmingham (tej z początku działalności, gdy na wokalu był Ozzy Osbourne) czujemy ten blues-rockowy klimat. Weźmy np. „Wicked World” z pierwszej płyty. Utwór zaczyna się standardem jazzowym na perkusji, po chwili wchodzi świetna blues-rockowa gitara, mniej więcej w połowie kawałka pojawia się moment, w którym wszystko się uspokaja, a na pierwszy plan wchodzi basówka Geezera Butlera. Utwór ten pokazuje, że zespół starał się balansować między ostrym, a łagodnym graniem.

W muzyce Led Zeppelin równowaga zachowywana jest na trochę innym poziomie. Mamy już więcej odniesień do bluesa i rock n’ rolla, ale są one mocno ugruntowane w hard rocku. Zespół gra riffowo i z przytupem, ale nie wkracza w przestrzeń ultra ciężkiego grania. Wokal Planta w wolnych utworach bazuje na skali bluesowej, w szybszych zaś jest bardzo dynamiczny i drapieżny.  Utwory są tak skonstruowane, że brzmi to po prostu znakomicie. „Dynamika, światło i cień, szept i grzmot…nasyćcie się tym” to słowa, które wypowiedział Jimmy Page w dokumencie „It Might Get Loud” grając fragment kawałka „Ramble On”. Myślę, że mógł mieć na myśli właśnie ten balans między ciężkim, a łagodnym brzmieniem.

Led Zeppelin - Londyn / Grudzień 1968r fot. by Dick Barnatt/Redferns

Led Zeppelin – Londyn / Grudzień 1968r fot. by Dick Barnatt/Redferns

Ostatni z mistrzowskiej trójki to zespół Deep Purple. Swój unikalny styl wypracowali za sprawą dźwięków klawiszy Hammonda – to właśnie Jon Lord wpisał ten instrument na stałe w brzmienie klasycznego rocka. W 1968 byli jeszcze zespołem big-bitowo-psychodelicznym, dopiero rok później zaczęli eksperymentować z bluesem, czerpiąc z niego mnóstwo inspiracji do ciekawych riffów. Ritchie Blackmore to niekwestionowany mistrz blues-rockowych zagrywek. Być może nie do końca się ze mną zgodzicie, ale wszystko co ma w sobie nutkę bluesowego zacięcia w muzyce rockowej, uznaje za przejaw czegoś lekkiego. W roku 1970 zespół odnalazł swoje brzmienie wydając na świat albumy, które do dziś uznawane są za jedne z najważniejszych w historii rocka.

Końcówka lat 60 to rozkwit kapel psychodelicznych, które w moim mniemaniu również wpisują się w okres tak zwanego „złotego środka”. Zaczęły powstawać zespoły z gatunku psych rocka, czerpiące inspiracje od swoich poprzedników takie jak np. Floating Bridge, czy powstały w latach 70 Mahogany Rush. Mamy tu do czynienia z Hendrixowym brzmieniem, lecz nieco bardziej wyczyszczonym, o wiele lepiej słyszalne są riffy, zdecydowanie bardziej wyrazisty jest też wokal i tu właśnie zaczyna się ten tzw. złoty środek w muzyce rockowej.  Oczywiście były też wyjątki jak zespół Cromagnon, który w roku 1969 nagrał płytę pt. „Orgasm”. Wokal na otwierającym krążek utworze „Caledonia” może kojarzyć się z czymś w rodzaju death metalu. Cały zespół był całkowicie oderwany od ery, w której tworzyła się muzyka rockowa. Ich płyta nie ma nic wspólnego z delikatnym rhytm n’ bluesowym plumkaniem. Porównałbym to raczej do jakieś dziwnej splątaniny dźwięków pełnych krzyków i przeróżnych odgłosów, gdzie instrumenty stanowią tylko tło jakiegoś rytuału.

Muzyka rockowa nigdy nie była jednolita gatunkowo. Wpływ na to miało ogarniające muzyków poczucie wolności, duża swoboda twórcza, kreatywność, a co za tym idzie mieszanie różnych stylów. Brzmienie z lat 60 było uboższe i dużo bardziej przybrudzone niż w przypadku następnej dekady, co moim zdaniem nie czyniło go w stu procentach idealnym. Warto wspomnieć, że już wtedy istniały zespoły, które grały naprawdę zaskakująco np. grupa ZOO -zwróćcie uwagę na niesamowitą jak na tamte czasy jakość brzmienia. W latach 70 powstało mnóstwo świetnych kapel. Niektóre grały lżej, inne zdecydowanie mocniej, wszystko jednak skupiało się wokół różnych wariacji bluesa. Utwór „Green Monkey” z 1973 r zespołu America to połączenie folkowego grania z zadziornym brzmieniem gitary elektrycznej, do tego świetna solówka w końcowej fazie piosenki. Zespół grał dużo lżej niż Purple czy Zeppelini, za to bez wątpienia mocniej niż The Beatles. Lata 70 to przede wszystkim blues i różne odmiany muzyki rockowej, począwszy od soft rocka Bread po ciężki hard rock nie wychodzący poza strefy bluesa Sir Lord Baltimore. To właśnie blues nadawał wszystkim zespołom tę równowagę w brzmieniu.

Zespół America

Druga połowa lat 70 to pójście w kierunku melodyjnego czasami wręcz przesłodzonego grania. Niektórzy natomiast szli skrajnie w stronę heavy metalowego brzmienia, całkowicie wypierając bluesa ze swojej twórczości. W tym okresie nie brakowało też świetnych kapel mieszających pop z klasycznym rockiem, chociażby zespół Orleans. Tworzyli genialne kompozycje, łatwo wpadające w ucho melodie, nie wspomnę już o wszechobecnych gitarowych solówkach, które dodawały utworom jeszcze większego powera. Tego typu granie możemy zaobserwować w latach 1976-1979, to okres, który również uwielbiam.

Jeśli chodzi o tzw. teorię złotego środka to zdaje sobie sprawę, że ktoś niekoniecznie może się ze mną zgodzić, ponieważ mocno skupiłem się na bluesie i wziąłem go za punkt odniesienia analizując brzmienie poszczególnych zespołów. Mówiąc o lekkości grania wypowiadam się z perspektywy dzisiejszych czasów, w których istnieje pojęcie heavy metalu oraz death metalu, stąd moje przekonanie, że Black Sabbath nie brzmieli wcale tak ciężko. W latach 70 nikt by tak nie pomyślał. Nie znano wówczas pojęcia death metalu, ba, nikt nie zdawał sobie sprawy, że można tak w ogóle grać, co jak na tamte czasy czyniło Black Sabbath bardzo mrocznym i trudnym w odbiorze zespołem.

To co napisałem o przełomie lat 60/70, to moje subiektywne odczucie, ponieważ nie istnieje coś takiego jak idealne brzmienie.  Każdy z nas czuje to inaczej, dla jednego idealnym brzmieniem może być muzyka klasyczna, dla drugiego jazz i tak dalej.  Istniało mnóstwo zespołów jazz-rockowych, kraut-rockowych, etnicznych, nie sposób jest tego wszystkiego wymienić. Mam wrażenie, że trochę się w tym zagmatwałem. Słowo idealnie w tym kontekście oznacza – coś co najbardziej mi się podoba.

Bachman–Turner Overdrive

Bachman–Turner Overdrive

Zatem co sprawiło, że przełom ’60/’70 do pierwszej połowy lat 70 nazywam złotym środkiem w muzyce rockowej? Na pewno dużą role odegrał w tym rozwój technologiczny, a co za tym idzie nowocześniejszy sprzęt, który spowodował, że brzmienie zespołów zaczęło być bardziej wyrazistsze i klarowne. Zmieniło się również podejście do muzyki, postawiono na różne odmiany bluesa, wprowadzono solówki, nie brakowało też dźwięków Hammonda czy Rhodes Piano , które znakomicie wypełniały swoje zadanie wzbogacając brzmienie utworów, w których były wykorzystywane. Kolejną kwestią jest fakt, że z rhytm n’ bluesowego brzmienia, nie można było od razu przejść do heavy metalu.  Ewolucja następowała powoli i gdzieś w trakcie tej przemiany narodził się gatunek zwany klasycznym rockiem, który tak bardzo sobie cenię. Na koniec chciałbym dodać, że jestem fanem zarówno muzyki całych lat 60 jak i 70, cenię sobie również twórczość Elvisa Presleya i innych artystów tworzących w latach 50, w końcu bez nich nie byłoby prawdziwego rocka.

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.