News Ticker

Judas Priest w łódzkiej Atlas Arenie

Relacja pisemna

fot. by Theo Wargo/Getty Images

Wielu mówiło, że prawdziwy metal wyginął jak dinozaury, liczni powtarzali, że dawne kapele są jedynie cieniem samych siebie sprzed wielu lat, a o godnych następców jest bardzo trudno. Kłam takim wypowiedziom zadał występ amerykańskiej grupy Five Finger Death Punch oraz brytyjskiej legendy Judas Priest, który odbył się wieczorem 27 czerwca w łódzkiej Atlas Arenie. Mimo ponad 40 lat kariery na karku Brytyjczycy zaprezentowali solidny kawał historii muzyki metalowej i hard rockowej grając przeboje, aż z dziewięciu swoich płyt. Amerykanie natomiast pokazali, że muzyka metalowa wcale nie jest w odwrocie.

Zanim na scenę wkroczyła gwiazda wieczoru gromadzącą się w Atlas Arenie publiczność rozgrzała amerykańska grupa Five Finger Death Punch, która podczas godzinnego setu wykonała osiem piosenek. Znalazły się wśród nich m.in. „Under and over it”, „Remember everything” oraz “Never Enough”. Doskonałe brzmienie zespołu uzupełnił świetny kontakt wokalisty Ivana Moody’ego z zebraną publicznością. „Ghost” wspomniał, że na pierwszy koncercie FFDP w Polsce przyszło jedynie około 100 osób, teraz było ich kilka tysięcy. Jednocześnie wokalista dziękował wszystkim zebranym za wsparcie, ponieważ jak podkreślił bez fanów nie byłoby zespołu. Elementem humorystycznym występu stały się słowa, które „Ghost” skierował do operatora gigantycznego reflektora umieszczonego z tyłu areny. W momencie, gdy ten oświetlał front mana podczas przerwy miedzy utworami Moody zwrócił się do niego słowami: „Czy mógłbyś wyłączyć ten pieprzony reflektor ? Nie jestem Axel Rose”, co wzbudziło salwę śmiechu na widowni. Dalszy ciąg koncertu upłynął na czystym mocnym brzmieniu gitar i świetnie ułożonym wokalu artysty. Schodzący ze sceny zespół żegnały głośne owacje.

Po niezwykle apetycznej przystawce przyszedł czas na danie główne tego wieczoru, a więc występ Judas Priest. Określani jako „Bogowie metalu” Brytyjczycy rozpoczęli występ od utworu „Dragonaut” pochodzącego z płyty Reedemer of Souls, aby następnie przejść przez kilkanaście utworów z dziewięciu płyt. W set liście znalazły się piosenki z British Steel, Screaming for Vengeance, Defenders of the Faith, Killing Machine, Painkiller, Sad Wings of Destiny, Stained Class oraz krążka Turbo. Wśród trwającego półtorej godziny występu nie zabrakło oczywiście największych hitów ze wspomnianych płyt m.in. „Braking the Law”, „Turbo Lover”, zagranego na bis „Living After Midnight” czy „Metal Gods”. Całość występu doskonale podkreśliła oprawa świetlna oraz ekstrawagancja Roba Halforda, który przed jednym z utworów wjechał na scenę motocyklem. Na wielkie słowa uznania zasługuje samo brzmienie grupy, która mimo upływu lat wciąż wydaje się mieć niewyczerpane pokłady energii i nie zwalnia tempa. Całość występu okrasiły wyświetlane na ekranach ledowych wizualizacje oraz okładki poszczególnych płyt, z których pochodziły grane utwory. Oddzielna pochwała należy się Halfordowi, który kilkukrotnie zademonstrował swoje niesamowite warunki głosowe wyciągając dźwięki do granic możliwości. Jego ostry jak brytyjska stal wokal przyprawiał wszystkich o zdumienie, a po każdej wykonanej piosence publiczność nagradzała zespół wielkimi brawami.

Po raz kolejny okazało się, że muzyka połączyła pokolenia. Obserwując zgromadzonych na widowni ludzi wyraźnie dało się zauważyć jak wielką siłę ma „metal”. Na płycie bawili się głównie ludzie młodzi, na trybunach zasiedli zaś starsi słuchacze dla, których Judas Priest to kapela z lat młodości. Wśród widzów dało się zauważyć wielu Brytyjczyków, a także fanów z Brazylii, którzy ulokowali się na płycie. Dla wszystkich, którzy przegapili to niesamowite widowisko jest dobra informacja. Judas Priest wróci do Polski już w grudniu, aby dać koncert w Gdańsku!

Damian Kramczyk

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze