News Ticker

Baker Gurvitz Army – Live 1975

Recenzja koncertu

Mr Snips a.k.a. Steve Parsons / źródło: materiał DVD

Baker Gurvitz Army to angielska grupa rockowa aktywnie działająca w latach 1974-1976. Historia powstania zespołu ma swój początek w roku 1973, kiedy to bracia Gurvitz (Adrian Gurvitz, Paul Anthony Gurvitz) po rozwiązaniu zespołu Three Man Army, połączyli swoje siły z byłym perkusistą supergrupy Cream Gingerem Bakerem. 

Zespół istniał bardzo krótko, bo zaledwie 3 lata. W roku 1975 szeregi Baker Gurvitz Army zasilił wokalista Steve Parsons i klawiszowiec Peter Lemer. Był to w moim odczuciu najlepszy okres tej grupy. W tym samym czasie formacja dała koncert w niemieckiej telewizyjnej audycji muzycznej Musikladen, racząc swoich słuchaczy (jak przystało na rockmanów z lat 70) świetnymi riffami i kapitalnym brzmieniem instrumentów. Całe show zostało zarejestrowane na 4 kamery, następnie wyprodukowane w formie koncertowego wydawnictwa DVD, z którym powinien zaznajomić się każdy miłośnik klasycznego rocka.

Przejdźmy zatem do recenzji całej płyty.

Po włożeniu krążka do odtwarzacza już na dzień dobry wita nas mało atrakcyjne MENU wydawnictwa, ale przecież nie oto tutaj chodzi, choć można byłoby się bardziej przyłożyć. Po wejściu w opcje “Tonauswahl” (tak, nawet napisy są tu po niemiecku) mamy do wyboru dwa typy jakości dźwięku: Dolby Digital 2.0 Mono Original fassung oraz Dolby Digital 5.1 (wersja dla bardziej wymagających uszu) i to jest zdecydowanie duży plus jeśli chodzi o kwestie techniczne tej płyty. Sama jakość dźwięku nie powala na łopatki, ale myślę, że dla osób osłuchanych w starej muzie jest wystarczająco dobra. Koncert brzmi naprawdę przyzwoicie, panowie od miksów nie odwalili fuszerki, jednym słowem jaką opcje nie wybierzemy i tak będzie dobrze.

„Inside Of Me” to utwór, który rozpoczyna całe show. Gdy usłyszałem go po raz pierwszy, przez kilka dni nie mogłem o nim zapomnieć. Piekielnie intrygujący, lekko melancholijny riff, świetne wokale i liczne soczyste solówki, tak w skrócie opisałbym ten kawałek w wersji studyjnej. Na żywo podczas występu w Musikladen brzmi on niemal identycznie, wyróżnia się jedynie nieco agresywniejszą grą bębnów i gitary w przejściach między solówkami Adriana Gurvitza, który niestety w pierwszej części swojego solowego popisu, strzelił babola i nie trafił w odpowiedni dźwięk. Ot, taki mały drobiażdżek, który jestem mu w stanie wybaczyć, ponieważ mimo błędu zagrał to solo rasowo i z klasą – miał chłop pomysł na te dźwięki.

Ginger Baker / źródło: materiał DVD

Ginger Baker / źródło: materiał DVD

Gdy wybrzmiewają ostatnie nuty pierwszego utworu, zespół dość szybko przechodzi do następnego i atakuje nas instrumentalną petardą o nazwie „Love Is”- czyli tzw. Moby Dick na sterydach. Numer na płycie został mocno przyćmiony przez orkiestrę, która zbyt nachalnie wysuwa się na pierwszy plan i zagłusza pozostałe instrumenty. Na żywo kawałek został zagrany bez orkiestry co według mnie wyszło mu na dobre. Na brak smyczków nie ma co narzekać, ponieważ zastępują je klawisze Petera Lemera. Bardzo ciekawa i dynamiczna kompozycja, eksponująca świetne umiejętności rytmiczne muzyków. Tak jest na płycie, tak jest i na tym koncercie.

Kolejny utwór to „Whatever is it”. Jest to numer, którego nie ma na żadnym z trzech studyjnych krążków Baker Gurvitz Army, ale pojawia się w tym wydawnictwie i jest on jednym z powodów dla których warto zakupić ten koncert. „Whatever is it” to tzw. numer-czołg, który swoim riffem i siłą groove’u niszczy wszystko co napotka na swojej drodze. Nie sposób się przy nim nie ruszać. Świetne chórki, drapieżny wokal, riff ma taką moc, że chowa się przy nim perkusja Gingera Bakera. Gdy zespół kończy grać nastaje niezręczna cisza i jest to moment, w którym można zadać sobie pytanie, dlaczego po tak świetnym wykonaniu nie słychać żadnych oklasków? Jest to oczywiście spowodowane tym, że koncert odbywał się bez udziału publiczności.

„The Gambler” to czwarta kompozycja zagrana podczas występu w Musikladen. Zespół pozwala na chwilę wytchnienia i serwuje nam bardzo przyjemną balladę, która rozładowuje napięcie z poprzedniego utworu.

Adrian Gurvitz / źródło: materiał DVD

Adrian Gurvitz / źródło: materiał DVD

Piąty na liście jest „Freedom” -cover Jimiego Hendrixa. Baker Gurvitz Army zagrali go na swój własny, niepowtarzalny sposób i wyszło im to bardzo zgrabnie. Wykonali go dużo szybciej i agresywniej niż brzmi on w wersji oryginalnej. Kawałek nie snuję się jak żółw, a pędzi do przodu jak rozgrzana lokomotywa za sprawą świetnej sekcji rytmicznej, zmodyfikowanego riffu i energicznego śpiewu Snipsa, do tego dynamiczne szarpanie gitary i bardzo chwytliwy bridge pomiędzy solówkami, nie wspominając już o końcówce w stylu funky, która totalnie wyrwała mnie z kapci.

Po chwytliwym „Freedom”, BGA nie zwalnia tempa. Kolejny numer to „Memory Lane”. W zwrotkach równie zadziorny co poprzednik, za to w refrenach już dużo wolniejszy. Utwór nieco patetyczny, ale to zupełnie nie ujmuje mu znakomitości. Po podniosłym refrenie, swoje 5 minut ma Ginger Baker, który wykonuje kapitalne solo na bębnach. Gdy były perkusista Cream kończy swój popis, wchodzi narastające tempo, wszyscy zaczynają śpiewać refren i tworzy się niezły klimacik. Zupełnie nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł w tym momencie nacisnąć guzik „return to menu” na pilocie odtwarzacza, no chyba, że przez przypadek.

Dalej mamy kawałek „4 phil”. Klasyczny blues, który na chwilę usypia naszą czujność. Na pierwszy plan wysuwają się gitarowe solówki Gurvitza i klawiszowe wstawki Petera Lemera. Utwór krótki i spokojny. Jest to tzw. cisza przed burzą, bowiem w ostatnim numerze, a dokładniej między końcówką „4 phil”, a początkiem kolejnego utworu chłopaki z Baker Gurvitz Army znów wracają do hard rockowego grania.

Paul Gurvitz / źródło: materiał DVD

Paul Gurvitz / źródło: materiał DVD

Ostatnia kompozycja nosi tytuł „People like you and me” i jest dowodem na to, że kto jak kto, ale Panowie z BGA potrafią nieźle „dołożyć do pieca”.  W ostatnich minutach koncertu zespół poszedł na całość i pokazał ponownie swój hard rockowy charakter. Ten koncert nie mógł zakończyć się wolną piosenką, przynajmniej nie tak wyobrażali sobie to muzycy z Baker Gurvitz Army. Oni po prostu weszli, złapali za instrumenty, zmietli całe to studio i jakby nigdy nic poszli na fajkę.

Czas na podsumowanie:

W stylu The Baker Gurvitz Army można doszukać się świetnych blues rockowych zagrywek, które kojarzyć mogą się z twórczością Blind Faith, Leaf Hound, Kin Ping Meh i tym przykuli moją uwagę. Koncert trwa zaledwie 45 minut i nie dłuży się ani przez chwilę. Setlista utworów bardzo przemyślana. Dominowały na niej szybkie utwory, ale nie zabrakło spokojnych numerów: „The Gambler”, „4 phil”, które pozwalały na chwile oddechu przed kolejną porcją hard rockowej rozpierduchy.

Jakość dźwięku i obrazu jest na przyzwoitym poziomie, w końcu były to profesjonalne kamery telewizyjne rejestrujące wideo na taśmie filmowej. Swoją drogą tego typu plastyka obrazu najbardziej do mnie przemawia, co innego technologia VHS, której jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Większość koncertów na tym nośniku jest po prostu tragiczna jakościowo.

Jedyne co może przeszkadzać to lekko przydługie przerwy między niektórymi utworami, ale po drugim odpaleniu koncertu, jakoś się do tego przyzwyczaiłem. Stwierdziłem, że przecież mamy okazje podpatrzeć ich naturalne zachowanie to jak się śmieją, żartują i wzajemnie ze sobą rozmawiają. I tu dochodzimy do końca mojej recenzji, wybaczcie, że nie byłem zbyt krytyczny, ale nie potrafię inaczej, mam za wielkie serducho do takiej muzy. Ocena 10/10.

Jeśli ktoś jest zainteresowany kupnem, odsyłam do sklepu użytkownika Kansas7: Baker Gurvitz Army Live in Musikladen 1975

Patryk Jędrasiak

 

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.