News Ticker

Merkabah – „Moloch” (2014)

Poniedziałkowy cykl recenzji płyt o nietypowym brzmieniu

fot. aleksandra burska - photography & visual arts

„Partitures of post-hardcore, free-jazz and noise-rock with abstract maths, broken by improvisation and free form, all in the court of the crimson king.”

a1205875087_10

Merkabah – „Moloch” 2014 – Okładka

Tak miłym dla oczu opisem witają nas muzycy recenzowanego przeze mnie zespołu na swoim facebookowym profliu. Słowa ambitne, ale napawające pewnym dystansem przed zapoznaniem się z kapelą. Niewielu mało popularnym kapelom można przypiąć notkę, iż grają (zadowalająco) w stylu Karmazynowego Króla, a przy tym ich brzmienie i tak jest świeże na rynku. Merkabah po raz trzeci podołali, a zeszłoroczny album to ich najlepsza dźwiękowa etykieta.

Czego możemy spodziewać się po muzyce granej na dworze Karmazynowego Króla? Oczywiście samych najgorszych, złych, dołujących, atonalnych brzmień i motywów. Już od pierwszego kawałka muzycy serwują nam dźwięki podobne do dwóch pierwszych albumów King Crimson z dużym udziałem saksofonu i sekcji perkusyjnej. Gitara jest tu tłem, która rzadko wysuwa się naprzód. Drugie skojarzenie wiąże się z Van der Graaf Generator, a dokładniej z grą Davida Jacksona. Saksofon cudownie hipnotyzuje słuchacza, napawa lękiem i całkowicie odbiega od gry reszty zespołu. Całośc jest instrumentalna, dzięki czemu można zobrazować sobie każdy utwór. Słuchacze gatunków metalowych, a zwłaszcza core’owych również znajdą tu coś dla siebie. Mekabah swobodnie dryfuje między progresją lat siedemdziesiątych a nowoczesnością zespołów takich jak Isis czy Godspeed You! Black Emperor. Mieszanka wybuchowa, ale utwory nie nużą i płynnie łączą się ze sobą. Wydawnictwo z pewnością zyska u każdego po kilku odsłuchach, gdyż z każdym następnym odkrywa się coś nowego.

Moloch jest dowodem na to, że wciąż nietrudno o dobrą i ambitną muzykę. Równocześnie można cieszyć się, że lider Behemoth zaprosił zespół na swoją ubiegłoroczną trasę, podczas której muzycy doskonale zaprezentowali się na scenie. Obecnie niełatwo jest kupić album, jednak warto ‚zapolować’ na niego w internecie. Z pewnością żaden wielbiciel dźwięków ambitnych nie poczuje się zawiedziony.

Krystian Łuczyński

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze