News Ticker

Limp Bizkit w Hali Wisły w Krakowie

Relacja pisemna

foto: Dariusz Ptaszyński, źródło www.antyradio.pl

W minioną niedzielę, 7 czerwca 2015 r., w krakowskiej Hali Wisły odbył się nu-metalowy koncert grupy Limp Bzikit w ramach festiwalu Rock in Summer. Był to już piąty koncert Amerykanów w naszym kraju, a zarazem drugi klubowy. I mimo tego, iż ostatnio Panowie z Jacksonville, grali niecały rok temu, udało się im zapełnić halę po brzegi, wyprzedając koncert jeszcze w maju.

Jako pierwszą piosenkę zagrano „9 teen 90 nine” z multiplatynowego krążka „Significant other” (1999), wierni fani od razu zaczęli wspierać w śpiewaniu 44. letniego Freda Dursta. Po kolejnych utworach: „Full Nelson” i „Nookie” nastał moment na „The truth”, które zostało zagrane po raz pierwszy na tegorocznej, letniej trasie Bizkitów po Europie. Później robiło się coraz głośniej, za sprawą serii utworów z najbardziej kasowego albumu „Chocolate starfish and the hot dog flavored water” (2000). Po zagraniu m.in. takich hitów jak „My way” czy „Boiler” poprzez „Gold Cobrę”, „Rollin’” i „Break stuff” przyszedł czas, aby na zakończenie zagrać „Take a look around” znane ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Mission impossible II”. Publiczność do ostatniej piosenki skakała, śpiewała i bawiła się razem z zespołem.

Nie był to jednak koncert idealny, przede wszystkim ze względu na swoją długość (zagrano tylko 13 utworów) a, w dodatku nie zagrano żadnej piosenki z albumów „Results may vary”, z debiutanckiego „Three dollar bill, Y’all” lub z nadchodzącego „Stempede of the disco elephants”. Można by się przyczepić również do tego, że zespół miał zbyt małą interakcję z publiką (nikt z zespołu ani razu nie wszedł w tłum, co na koncertach Limp Bizkit jest raczej rzadkością). Pomimo wymienionych wad raczej trudno było dostrzec niezadowolenie na twarzach przybyłych fanów, a już na pewno nie było go widać na twarzach polskich fanek, które Fred chwalił za urodę. Jeśli jesteśmy już przy chwaleniu, wypadałoby to również zrobić odnośnie supportu, którym był polski zespół Hope. Trzeba przyznać, że poznaniacy przeprowadzili naprawdę dobrą rozgrzewkę przed gwiazdą wieczoru, dając dowód na to, iż wbrew niektórym opiniom, nu-metal wcale nie jest martwy.

Kamil Leszner

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze