News Ticker

Legendarne Def Leppard na Torwarze

Relacja pisemna

autor: Kultūrnamis | kult.lt , źródło: www.kult.lt

Chyba żadnemu miłośnikowi muzyki nie trzeba tłumaczyć z jak wielkiego formatu gwiazdami mieliśmy możliwość obcować w wieczór 19 maja na warszawskim Torwarze. Def Leppard to nie tylko legenda brytyjskiej muzyki hardrockowej, ale i gwiazdy światowego formatu. Świadczyć może o tym chociażby liczba sprzedanych płyt, która przekroczyła 100 milionów egzemplarzy. Takim wynikiem nie mogą się pochwalić ani panowie z Judas Priest ani nawet Iron Maiden.

Oczywiście zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, zgromadzona publiczność miała możliwość wysłuchania dwóch supportów. Jako pierwszy na scenie pojawił się świętujący trzydziestolecie istnienia glam metalowy Lessdress, a następnie heavy metalowy Exlibris, które w niezwykle energetyczny sposób wprowadziły widownię w klimat koncertu.

Oprawa była bardzo skromna. Wysoka scena, na której znajdowały się niewielkie ekrany wyświetlające grafikę oraz długa platforma sugerowały, że zespół stawia na muzykę i bliski kontakt z publicznością. Def Leppard rozpoczęli koncert punktualnie o godzinie 20.45 otwierając go utworem „Rock! Rock! (Till You Drop)”. Następnie usłyszeliśmy „Animal” i „Let It Go”. Zaskakujące jest to, że mimo upływu lat wszystkie utwory brzmiały zaskakująco dobrze, co nie jest oczywiste biorąc pod uwagę wiek muzyków (chociaż do miana staruszków jeszcze trochę im brakuje), a także budowę hali, którą ciężko jest dobrze nagłośnić. W tym jednak przypadku akustycy spisali się bardzo dobrze.

Przez niemal dwie godziny wyśmienitej muzycznej uczty fani Leppardów usłyszeli 19 utworów wśród, których aż sześć pochodziło z wydanego w 1987 r. krążka „Hysteria”. Równie silną reprezentację miała „Pyromania” (1992) z czterema kawałkami oraz „High ’n’ Dry” (1981), z której zagrane zostały trzy piosenki.

Niesamowite wrażenie na zgromadzonych zrobiły „gitarowe bitwy” Phila Collena i Viviana Campbella oraz mistrzowska solówka jednorękiego perkusisty Ricka Allena. Zespół zaczarował i sprawił, że nawet ja jako osoba, która urodziła się na początku lat 90. poczułem jakbym cofnął się w lata 80., gdy Def Leppard święcili największe sukcesy. Oldskulowe brzmienie zespołu dopełnił nieco nadgryziony przez ząb czasu wokal Joe Elliotta. Wokalista zdecydował się wykonać solowo „Two Steps Behind” co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem widowni, która wsparła artystę śpiewając razem z nim.

Miłym akcentem skierowanym w stronę polskiej publiczności było założenie przez Elliotta koszulki rzuconej z tłumu z napisem „Poland”. Wykonawca miał ją na sobie podczas wykonywania bisów. W tym miejscu warto wspomnieć, że na bis zagrane zostały „Rock of Ages” oraz „Photograph”. Szczególnie ten pierwszy utwór wyrwał publikę z miejsc i sprawił, że magia całego występu utrzymywała się na długo po jego zakończeniu.

O wizycie Leppardów można by pisać wiele jednak najlepszym podsumowaniem niech będzie fakt, że na hali spotkały się trzy pokolenia fanów, co dobitnie pokazuje, że dobra muzyka się nie starzeje, a sukces grupy nie jest przypadkiem. Tym bardziej może cieszyć fakt, że podczas pożegnania Elliott wykrzyczał „Do następnego razu!”, a więc do zobaczenia i „Rock, rock never stop”!

Damian Kramczyk

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze