News Ticker

King Crimson – „Lizard” (1970)

Felieton: Niedziela z królem

King Crimson 1970

Trzecia w dorobku King Crimson płyta pokazuje, jak bardzo w stosunkowo krótkim czasie Fripp rozwinął się jako muzyk i kompozytor. Lizard to także esencja stylu Roberta, czyli ‚chaos kontrolowany’ i choć album jest dość nierówny, to słucha się go z przyjemnością.

Gdyby jednak zamknąć w pustym pomieszczeniu osobę, której muzyka King Crimson jest obca i puścić jej losowe fragmenty tej płyty, to z pewnością zostawiłoby ślad na psychice tego nieszczęśnika. Jeśli druga w dorobku Króla „In the wake of Poseidon” stanowiła kontynuację obranego kierunku przez Frippa, tak Lizard odchodzi od przeszłości i pokazuje inne oblicze niewykorzystanego potencjału grupy. Do składu dołączyli Mel Collins (poprzednio jako muzyk sesyjny), perkusista Andy McCulloch i basista Gordon Haskell, pełniący także rolę wokalisty.

Przed przystąpieniem do sesji nagraniowych nowa sekcja rytmiczna została zmuszona do opanowania świeżego materiału pod reżimem Frippa, do czego muzycy nie byli przyzwyczajeni. King Crimson postrzegany był jako miejsce dla instrumentalistów oryginalnych, chcących się rozwijać, gdzie najlepsi mogli tworzyć muzykę i improwizacje. Tymczasem przy ‚wyreżyserowaniu’ materiału uczestniczył tylko Fripp, a reszta grała utwory opracowane przez niego. Nie wiązało się to z przewodnią myślą zespołu, choć muzyków zapewniano, że po wydaniu albumu grupa ponownie obierze nowy kierunek. Z tej konieczności najbardziej niezadowoloną osobą był Haskell, który poświęcił niedawno rozpoczętą karierę solową na rzecz gry w King Crimson.

Robert Fripp

Choć ta kariera nie zapowiadała się tak dobrze, uważał, że członkostwo w jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów w tamtym okresie da mu większy rozgłos i szansę rozwoju. Podczas sesji nagraniowych kontakty między muzykami oziębiały się i choć album wydaje się całkiem spójny, tak relacje w samym zespole były zupełnie odwrotne. Jak już wcześniej wspomniałem, Lizard jest albumem Frippa, choć wydanym pod szyldem King Cimson. Słychać tu wyraźne inspiracje Milesem Davisem, przy niektórych utworach skorzystano z odwrócenia ścieżek (taki zabieg zastosowali już wcześniej Beatlesi- swoje ścieżki gitarowe puszczali na nagraniach od tyłu), pojawiły się pierwsze próby z syntezatorem przy perkusji- innymi słowy album obfitował w różne rozwiązania, jednak nie wszystkie się udały.

O samej warstwie muzycznej nie chcę się rozpisywać, gdyż uważam, że każdy do albumu powinien podejść indywidualnie. Jeśli poprzednie płyty trafiły w gusta słuchaczy, tak z Lizard może być inaczej. W utworach dominują wolne tempa, brak tu energii z poszczególnych fragmentach chociażby 21st Century Schizoid Man czy Cat Food, dysonanse stanowią główne motywy, Fripp często sięga po melotron. Opus Magnum jest tytułowy utwór, w którym gościnnie udzielił się Jon Anderson, wokalista topowej w tamtym okresie grupy Yes. Haskell nie został przedtem chociażby poinformowany o tym, że nie zaśpiewa w piosence Lizard, gdyż Fripp z początku zakładał, że umiejętności wokalisty nie są na tyle dobre, by wkomponować się w muzykę.

King Crimson – „Lizard” (1970)

Po trzech miesiącach nagrań i dwóch miesiącach prób, gdzie ogrywano także stary materiał grupy, Haskell zdecydował się odejść od King Crimson. Konflikt w zespole narastał od dawna, a czarę goryczy przelała kłótnia dotycząca sposobu wykonania przez wokalistę utworu 21st Century Schizoid Man. Haskell wolał zagrać utwór w innej tonacji, by całość lepiej łączyła się z jego głosem, czemu przeciwny był Fripp. Przez ten incydent wokalista zrozumiał doskonale, że w przyszłości również niezdolny będzie do wprowadzenia jakichkolwiek zmian czy materiału skomponowanego przez niego. Niedługo po rezygnacji Haskella King Crimson opuścił perkusista, Andy McCulloch. Lizard przez prasę brytyjską został przyjęty raczej pozytywnie i do sukcesu grupy brakowało jedynie udanej trasy koncertowej. Ponownie historia z rozpadem grupy powtórzyła się. Przy wszystkich okolicznościach związanych z kolejnymi muzykami i ich karierami niezmienne pozostaje dążenie Frippa do utworzenia koncertującej formacji. Formacji, która w zamyśle miała tworzenie muzyki mrocznej i ambitnej. Pomimo braku sukcesów na scenach koncertowych o grupie często mówiono, płyty zaznaczały swoją obecność na listach sprzedaży, muzycy popularnych wtedy zespołów często wspominali o King Crimson jako inspiracji dla nich. Z perspektywy czasu przeszkodą do większego rozgłosu i wykorzystania potencjału stanowił upór, egoizm i brak zrozumienia Frippa z muzykami, których sam zapraszał do współtworzenia grupy. Ta hipokryzja niekwestionowanego lidera w większej mierze przyczyniła się do wypuszczenia na rynek wielu dobrych albumów, co niekoniecznie musi być krytykowane.

Po decyzjach Haskella I McCullocha trwały przesłuchania do kolejnego, czwartego już wcielenia King Crimson, ale jak w grupie znalazł się basista, który nigdy nie grał na gitarze basowej- innym razem.

Krystian Łuczyński

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.