News Ticker

dISEMBOWELMENT – Transcendence into the Peripheral (1993)

Poniedziałkowy cykl recenzji płyt o nietypowym brzmieniu

Doom metal jaki jest, każdy widzi. Jednak nie zawsze gatunek ten wyróżnia grobowa atmosfera, trupi odór, ślimacze tempo i nuda, wszechobecna przy mnogości kapel, które w większości grają bliźniaczo podobnie. W 1993 panowie z dISEMBOWELMENT postanowili do wciąż świeżej wtedy formuły dołączyć podwójną stopę, klaustrofobiczny klimat niczym z jaźni maniakalnego mordercy i po wielu latach ich pomysły uznano za kamień milowy dla gatunku.

Transcendence into the Peripheral to siedem utworów zabierających nas w najstraszniejsze zakamarki umysłu, pełne grozy, rozpaczy, balansujące na granicy rozsądku. Największą zaletą albumu jest bez wątpienia wspomniany klimat. Australijczycy dokonali niemożliwego- wykrzesali z minimalizmu ogrom emocji, które towarzyszą każdemu utworowi na TitP. Całą tę otoczkę tworzą tylko trzy instrumenty- gitara, bas i perkusja. Wolne tempa wioseł wspomagane są przez podwójną stopę perkusji, co w 1993 roku było totalnym zaskoczeniem w gatunku, ale to właśnie dzięki temu muzyka zawarta na albumie nabrała pierwiastka oryginalności. Można stwierdzić, że to rozwiązanie typowe dla black metalu, jednak gardłowy wokal Renato Galliny daje od razu do zrozumienia, że albumowi bliżej jest do death metalu.

Zespół nie skupia się tylko na szaleńczych tempach, są i fragmenty nieprzesterowane, spokojne, wręcz usypiające. Pojawia się w nich nawet wokal damski, kojący, delikatny, który stanowi odpoczynek od maniakalnego opętania.

dISEMBOWELMENT – Transcendence Into The Peripheral (1993)

Jednak za tymi fragmentami spotkamy kolejną dawkę szaleństwa, a ten kontrast to ogromna zaleta albumu. Całość jest odpowiednio nagrana, bez przesadnej ilości ciężkich lub lekkich motywów. Liryki warto przeczytać we wkładce do albumu lub internecie, gdyż raczej nie wyłapiemy słów ze słuchu, a ich tematyki łatwo można się domyślić.

W tamtych latach wyszło kilka podobnych krążków- Autopsy, Winter, Paradise Lost czy Thergothon. Na tle tych albumów Transcendence into the Peripheral wyróżnia się przyjemnością słuchania i odbieranie go przy odpowiednim nastroju, humorze. Muzyka, jak wiadomo, trafia do nas zależnie od naszego nastawienia i samopoczucia. Ten krążek z pewnością trzeba odtwarzać będąc w samotności, nocy i dać się porwać temu klimatowi. Sympatia od pierwszego odsłuchu lub odrzucenie po kilkunastu sekundach.

Krystian Łuczyński

 

Poprzedni post
Następny post

Komentarze

komentarze